problem z niczego...:P
2012-01-13 12:51:20
No to mam efekt post-przeprowadzkowy.. Od trzech dni wieczorne kolacje, piwka, winka, itp.. a miaa być dieta postświąteczna.. hehe no cóż.. poczeka do poniedziałku..
Oprócz tego, że mieszkam z moją znajomą z pracy (razem nie pracujemy, więc ogólnie i tak większość dnia się nie widzimy..choć zobaczymy jak się poukłada..), to wczoraj jeszcze przyjechała moja była współlokatorka z Barcelony i zostaje do niedzieli, więc troszkę się dzieje..:) Ale w sumie.. dopóki jeszcze możemy, to czemu nie pobawić się trochę! Tak pozytywnie :D
A od poniedziałku zaczynamy remont łazienki.. i... tu nam się trochę skomplikowana sytuacja... I bynajmniej nie do końca przez owy remont..
Ogólnie to wychodzi na to, że mieszkam (i to od ponad roku) z jedną dziewczyną, która na przestrzeni tego czasu wydawała się osobą bardzo sympatyczną, inteligentną i na plus.. Do czasu.. Ostatnie dwa miesiące jednak były w jej wykonaniu dość dziwne, a już ostatni weekend i wczoraj przebiły wszystko i po prostu nie wiemy jak zareagować (bo na żadne kłótnie ochoty brak..).
Przede wszystkim uważam, że każdy z nas ma prawo robić, co chce, ma swój rozum, podejmujemy decyzje niezależnie od innych, jesteśmy dorośli i naprawdę nic mi do tego jak kto spędza czas. Moja "compi" w ubiegły weekend przeprowadzkowy wybrała się do Valencii.. sama, nie mówiąc o tym nikomu.. Ale, mieszkając z 3 osobami, które uważają się za jej przyjaciół, gdy wszyscy są przyzwyczajeni do tego, że jak gdzieś się wybieramy to mimo wszystko mówi się, kiedy wrócę.. Oczywiście tak się nie stało w tym wypadku, a że komórka była wyłączona przez trzy dni zero kontaktu.. Nieważne, wróciła cała i zdrowa. Pomijam, że w Hiszpanii ona nie ma ŻADNEJ rodziny, która jest te 10tys km stąd i nie komunikuje się w języku hiszpańskim i ciekawe kto się nią tu zainteresuje.. Następnym razem nie będę się wcale przejmować i tyle i inni też.. bo po co nerwy..
I... jak jej o tym powiedzieliśmy wczoraj (o tym, że się o nią martwiliśmy) to po prostu ... się obraziła.
1:0 dla niej..
Dodam, że mieszkając w cztery osoby, mimo wszystko staramy się utrzymać atmosferę w miarę rodzinną i przyjacielską, bez zamykania się w pokoju, bez obrażania się (ok, każdy jak wiadomo ma ciężkie dni,ale z reguły właśnie o to chodzi, by sobie pomagać) i jak dla mnie jest to warunek konieczny by dobrze mi się żyło i do tej pory w większości przypadków działało bez zarzutu.. i z nią też przez rok było ok. A od dwóch miesięcy coś jest nie tak.. I nie wiem (ani ja ani inni), czy coś źle zrobiliśmy, czy ma problemy, czy coś złego się dzieje...
Drugim gwoździem do trumny stało się zaraz po obrażeniu się, stwierdzenie (i to dość niegrzeczne), że.. mam wstrzymać remont łazienki (decyzję podjął właściciel mieszkania, nie ja!).
Uzasadnienie: dostała dodatkową pracę od przyszłej środy na 10 dni (na codzień pracuje na uczelni lub z domu) i.. musi brać przysznic żeby ŁADNIE WYGLĄDAĆ (tłumaczenie dosłowne).. 2:0 dla niej..
Ręce opadają - wszyscy pracujemy i musimy "ładnie" wyglądać, czy to w biurze, czy w rozmowie z klientami, czy gdziekolwiek, gdzie się wymaga kontaktu z ludźmi.. i od ponad miesiąca była znana data i wszyscy się już "mentalnie" przygotowali... a tu taki problem nagle wyrósł, prawie z krzykiem i łzami w oczach dwa dni przed, żeby odwołać hydraulika, murarzy, itp..
A tak naprawdę, to problem (i tym razem poważny) ujawnił się chwilę później..
Nie doszła do mnie jej wpłata za mieszkanie.. Zrobiła źle przelew, zły nr konta (nie wiem, jak bank tego nie zablokował, ale to nie moja sprawa w tej chwili..) i jest X pieniędzy w plecy prawdopodobnie.. Tym bym naprawdę się przejęła bardziej niż tym, że koleżanka jej udostępni łazienkę do kąpieli i będzie musiała iść do niej codziennie .. Zobaczymy, czy uda się jej odkręcić to wszystko.
Ajjjjj samutno mi trochę, ponieważ wiem, że rozmawiając na spokojnie, bez jakiejś ukrytej agresji na pewno byłaby lepsza sytuacja na mieszkaniu, a teraz wychodzi że ja z pozostałymi dwiema - super, a z S. po prostu nie wiemy jak to ugryźć (bo to nie tylko ja tak mam)... Się okaże. Przestaniemy się przejmować i tyle. Jeśli woli mieszkać gdzie indziej, bo z nami jej źle, to nie ma problemu.. ale ja na żadne kłótnie czy złą atmosferę nie pozwolę.. I już.
Puffff... to się wygadałam.. zobaczymy, jak się poukłada weekend... A od poniedziałku.. hmm... damy radę :)
Tagi: chiquilla
skomentuj (0)