Podsumowanie ostatnich kilku tygodni zajęłoby mi całkiem sporo..
Przede wszystkim zostałam ciocią (pierwszy raz w życiu tak oficjalnie..) a dziś właśnie kupiłam bilety by owe cudo zobaczyć.. dopiero na Wielkanoc, ale coż.. wcześniej i tak będą pielgrzymki moich rodziców, teściów, więc.. daruję sobie zamieszanie :)
Poza tym dalej jest rodzinnie, bo właśnie od tygodnia jest u mnie moja kuzynka.. z którą w sumie przez 10 lat się nie widziałyśmy, ale mam wrażenie, że się dogadujemy jakby to było kilka tygodni.. Przyjechała nie sama, tylko z całą swoją ekipą tenisową, ale oni wynajeli apartament, a ona jest z jednym znajomym u mnie.. Ogolnie wesoło, zwiedzania sporo, jak zawsze! Plus weekendowe wyjścia nocne i zwiedzanie barów madryckich, co jest równie dużą atrakcją turystyczną... Ja dziś w pracy, a jutro już wyjeżdżają niestety.. Nie wspomnę już o meczach Madrytu i Barcelony, które były równie intensywnym przeżyciem, czy siedmiopoziomowej dyskotece, na której czułam się jak w filmie pt. "Gdzie jest moja kuzynka?" bo między grupą Polaków, którzy chcieli bawić się przy jednym typie muzyki, w tłumie ludzi, których jak dla mnie było za dużó, a grupą moich hiszpańskich znajomych, którzy wybrali karaoke.. było ciekawie.. Dodam też że pojawiła się w tym samym momencie postać mojego znajomego z Bilbao.. na zasadzie jaki ten mały świat.. ale to inna historia.. :D
Ponad tydzień temu również skończył się remont łazienki.. 10 dni bez prysznica we własnym domu troszkę może zmęczyć każdego.. ale na szczęście od czego ma się sąsiadów :) Oczywiście nie mogło się obyć bez starć z moją współlokatorką, ale mam nadzieję, że wyprowadzę ją na prostą nieco.. Może się ułoży, po prostu nie potrzebne mi są księżniczki, którym się wydaje, że wszystko wolno.. I kończę temat, by nie zacząć narzekać :D
A tak ogólnie do niedawna było bardzo ładnie, pogoda na krótki rękawek w ciągu dnia, choć na grube rękawiczki o zmroku.. Uroki 15-20 stopniowych zmian temperatury w ciągu dnia dają się we znaki czasem... Ale przynajmniej czas spędzałam aktywnie.. grając w pseudo tenisa ze znajomymi w parku i usiłując odnaleźć pierwsze oznaki wiosny...
Tylko że teraz temperatury na -5.. a w weekend mają jeszcze spaść..i.. mimo wszystko nie jest źle..Widząc jak mróz skuwa całą Europę.. -5 to wcale nie taka tragedia :) I jednym z największych plusów jest to, że niebo jest tak intensywnie niebieskie...
Ale i tak marzy mi się jakiś wakacyjny weekend na plaży w Asturii..
Jeszcze kilka miesięcy...
Udanego tygodnia wszystkim!