Dzisiejszy wpis (mam nadzieje ze sie nie skasuje..) powstaje w troche dziwnych okolicznosciach..Jest tuz po polnocy 24 grudnia.. jade wlasnie z Berlina do domu...Tak akurat wyszlo, ze kierowca nie jestem ja, a ze noc jest dluga..
Wlasciwie to chcialam sie podzielic nowinami..przede wszystkim zaskoczenie dzis na lotnisku - telefon od mojego bylego sasiada z czasow mojego pierwszego mieszkania w Madrycie, a zaraz potem od wlascicielki owego mieszkania..bynajmniej nie z zyczeniami swiatecznymi! (choc na koniec tez bylo) przyznaje sie, ze wzieli mnie z zaskoczenia! Poniewaz od prawie 3 lat nie rozmawialismy..bo owa wlascicielka to osoby choc na pierwszy rzut oka sympatyczne..na dluzsza mete okazaly sie osobami dosc toksycznymi..ale ja nie o tym bo bylo..minelo..ale coz..Powodem owych telefonow bylo to, ze ... Ktos odeslal znalezione dokumenty, ktore zgubilam tydzien temu.. Dowod osobisty (ktory mialam wyrobic 27grudnia) i karta bankomatowa (wlasnie wczoraj przyszla mi nowa..) a pieniadze ktore byly w portmonetce ktos sobie wzial za znalezne..
To, co, zastanawia to sa ludzie.. fakt, ze owe dokumenty ktos musial znalezc..zaniesc chyba na policje z tego co zrozumialam, poszukac mojego nazwiska (bo polski dowod i bez adresu, ktory nie wiem czy by odszyfrowali).. Odeslac go nad uzyskany adres (podejrzewam ze to byl moj pierwszy rejestr na policji, ktory jest obowiazkowy dla kazdego obcokrajowca i stad mieli adres stary a nie nowy)..
Poza tym wlascicielka mieszkania poruszyla 'niebo i ziemie' czyli swojego sasiada, ktory zachowal moj nr telefonu i zadzwonili oboje..
Taki mini swiateczny cud, ktory po prostu zaoszczedzi mi stania w kolejkach i uzerania sie z paniami urzedniczkami..
A poza tym to lot z Madrytu byl niefajny (choc narzekac nie bede) bo w otoczeniu placzacych dzieci..na szczescie do towarzystwa mialam marokanskiego meza mojej przyjaciolki, ktory juz nie mogl sie doczekac polskich Swiat ;) jedynw co go martwilo to czy spadnie snieg...bo Swieta bez sniegu..wiadomo ;)
I..pozegnalam prawie na dobre Exa..tzn. Jeszxze w styczniu sie zobaczymy przed jego wyjazdem do Meksyku ale takie oficjalne pozegnanie 'rodzinne' bylo w czwartek.. O dziwo ciesze sie, nie placze, chce by kazdy.z nas ulozyl sobie zycie..a ze.w ramach urodzinowych prezentow dostalam przewodniki po Peru i po Meksyku..to chyba nie mam wyjscia ;) ogolnie pozytywnie i.. Ciesze sie z tego bardzo!
Wam zycze bardzo udanych Swiat Bozego Narodzenia spedzonych w gronie najblizszych, pelnych szczescia, radosci i magii.
Do uslyszenia wkrotce!
PS. Jak widac, dojechalam, a wpis ukazuje sie z kilkugodzinnym opoznieniem.. ;)
Tagi: polska, hiszpania, swieta
skomentuj (2)